RSS

Archiwa miesięczne: Czerwiec 2011

Nie bój się rednecka, mała! „Tucker & Dale vs Evil”.

Tucker i Dale, troszkę upaprani krwią.To będzie krótka recenzja, bo naprawdę nie ma nad czym się rozpisywać. „Tucker and Dale vs Evil” to mistrzowsko poprowadzona i brutalna, a zarazem sprytna czarna komedia. To zdeformowane dziecko „Martwego zła” i „Piątku trzynastego” z nieprawego łoża.

Scenariusz filmu ma kilka fantastycznych zwrotów akcji i nie chcę zaspoilerować żadnego z nich. Co jednak warto, a wręcz powinno się zaznaczyć to, to że mamy do czynienia z cudownym odwróceniem slaszerowych kliszy. „Zgraja nastolatków wyjeżdża na wakacje na dalekie południe USA. Następnie są kolejno zabijani.” Jasne, tak, tak jak zawsze. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Nieporozumienia i nagłe śmierci, które napędzają ten film, nadają mu specyficzną oryginalność. W rezultacie „Tucker & Dale” mają świeżość pierwszego „Krzyku” i wszystkich części „Martwego zła”. Oglądaniu filmu towarzyszy głupi szeroki uśmiech na twarzy widza.

Również aktorstwo jest bardzo dobre jak na tego typu produkcję. Każdy gra swoje – trochę wariactwa, trochę niewinności, kubły czerwonej farby robią resztę. Główni bohaterowie są bardzo sympatyczni, a ci źli mają poważne problemy psychiczne. Wszystko jest takie jakim być powinno.

Dla każdego fana slasher horroru, obejrzenie „Tucker & Dale vs Evil” to absolutna konieczność. Film bawi się konwencją i igra z oczekiwaniami widzów, zapewniając krwawe i pocieszne półtora godziny. Dla fanów gatunku i nie tylko, acz sugerowany jest mocny żołądek.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Czerwiec 23, 2011 w Dobry Horror

 

Tagi: , , , , , ,

Czarna magia nad kuflem piwa. „Hellblazer: Setting Sun”.

Hellblazer Setting Sun, okładka tomu.„Hellblazer” to bardzo długa seria komiksowa. Rozpoczęła się jeszcze w roku 1988, i kontynuowana jest po dziś dzień, dzięki czemu liczy już sobie ponad 275 zeszytów. Jak na historię o cynicznym Londyńskim magiku, który jest nałogowym kłamcą i palaczem, rzekłbym, że to dość długo. Przez ten cały okres scenariusze do komiksu pisała cała śmietanka amerykańskiej sceny komiksowej – Garth Ennis, Grant Morrison, Brian Azzarello czy właśnie Warren Ellis odpowiedzialny za recenzowany przeze mnie tom.

W „Setting Sun” zebrane są zeszyty 140-143 serii, co w sumie przelicza się na 5 opowiastek. Komiks ma tylko te 96 stron, więc streszczanie każdej z nich, myślę, mijałoby się z celem i byłoby tylko szkodliwe dla przyszłego czytelnika. Napiszę więc jedynie że mamy do czynienia z pokojem który zabija, japońskimi torturami, martwym antychrystem oraz poznajemy teorią spiskową na temat rodziny królewskiej. John Constantine czyli główny bohater, za pomocą sprytu i drobnej magii radzi sobie  ze wszystkimi kłopotami bez większych problemów, jednak jego sposoby nie są ani zwykłe ani nie dają zawsze pozytywnych rezultatów.

Warren Ellis nie cacka się z czytelnikiem i w komiksie często jest brutalnie bądź obrzydliwie, chociaż czasami pojawiają się także dowcipy, główne te czarne. Co więcej scenarzysta, jak to ma w zwyczaju, posługuje się  prawdziwymi newsami ze świata, które przerabia i dostosowuje do historii. Pozostaje nam więc tylko domyślać się jak dużo prawdy jest w tych opowieściach, lub ze smutkiem zastanowić się nad tym do czego zdolny może być człowiek.

Każda z pięciu historii rysowana jest przez innego artystę. Niekoniecznie tworzą oni miłe i estetycznie czyste obrazki, to miałoby się z celem w serii która ma być horrorem. Największe wrażenie zrobił na mnie Marcelo Frusin, znany także i u nas z serii „Loveless”. Jego rysunki w „Hellblazerze” są jednak dużo lepsze niż w tym westernie. Mamy tu sporo świetnie użytej czerni. Ponadto fantastyczne kadrowanie rozmowy, która jest w centrum zeszytu powoduje, że to jedna z najlepszych historii tego tomu. Kolejnym ważnym elementem komiksu jest „Crib” narysowana przez Tima Bradstreeta. Jest on świetnym ilustratorem, głównie znanym z rysowania okładek (jak ta obok która zdobi okładkę całego wydania) i ze swojego fotorealistycznego stylu. Bardzo rzadko natomiast zdarza mu się rysować wnętrze komiksów. Chyba to dobrze, bo zupełnie się on nie sprawdza jako artysta komiksowy, jego rysunki są bardzo statyczne.

Jeśli chodzi o resztę, to Frank Teran ma kreskę, która bardzo przypadła mi do gustu, choć na pewno nie jest ani czysta ani przejrzysta, to jednak ten brud i wszechobecna brzydota bardzo pasują do „Hellblazera”. Javiera Pulido natomiast, nigdy nie lubiłem, ale to kwestia gustu, ponieważ jest to, warsztatowo, bardzo dobry rysownik – potrafi świetnie przedstawić akcję. Romberger to identyczny przypadek jak Pulido, choć ma trochę ciekawszy styl.

Podsumowując bardzo dobry komiks, który również nadaje się cudownie jako wprowadzenie do postaci Johna Constantine’a i jego pełnego czarnej magii i alkoholu zadymionego Londynu. Sam kupiłem „Setting Sun” za około osiem dolarów i to bardzo sprawiedliwa cena, na pewno nie dałbym więcej niż dziesięć a już szczególnie nie okładkową dwunastkę. Moje skąpstwo nie zmienia jednak faktu, że to dobry zgrabnie napisany i narysowany komiks. Polecam się zapoznać, bo komiksowy Constatnie jest dużo bardziej interesujący niż wersja filmowa.

 
3 komentarze

Opublikował/a w dniu Czerwiec 9, 2011 w Komiks!

 

Tagi: , , ,