RSS

Archiwa tagu: Halloween

Oldskulowe bieganie z nożem za nastolatkami. „Halloween” (1978).

John Carpenter stworzył w 1978 nowy gatunek Horroru. Ofiarami stały się, prawie ekskluzywnie, nastolatki, a głównym „bohaterem” demon obleczony ludzką skórą, który wybitnie lubi je sztyletować. Najczęściej raz do roku z jakiejś szczególnej okazji. Czy to piątek trzynastego czy też właśnie trzydziesty pierwszy października, święto Halloween.

Noc, której ON wrócił do domu!

Ogólnie schematów fabularnych jest więcej. Praktycznie każdą scenę z „Halloween” można znaleźć skopiowaną w innych Horrorach. Jednak, oczywiście, Carpenter nie był tu pionierem, a czerpał pełnymi garściami ze schedy jaką zostawił po sobie Hitchcock. Stąd liczne głuche telefony i sceny kręcone z punktu widzenia podglądacza oraz powolne budowanie napięcia, aż do finalnej sekwencji pościgu z mordercą.

Ten seryjny morderca to też najważniejsza i najbardziej interesująca postać w filmie. Mike to killer bardzo konserwatywny. To, co go szczególnie rozjusza to seks przedmałżeński. Jeśli nastolatki dopuszczą się tego grzechu i zaczną oddawać się nagiej niepohamowanej żądzy to pewnym jest, że morderca ich zabije. W „Halloween” jest to szczególnie widoczne, jako że tylko główna bohaterka-dziewica jest w stanie przeżyć masakrę. Natomiast jej koleżanki, które ze swoimi chłopcami do łóżka chadzały, zostają wybite co do nogi.

Także seks i przemoc są absolutnie w centrum filmu. Co ciekawe jednak, nie powiedziałbym że to produkcja dla dorosłych. Wręcz przeciwnie. Po przekroczeniu osiemnastego roku życia, a i czasami nawet wcześniej, „Halloween” może nużyć. Dla dzisiejszego widza Horroru, film nie ma wiele do zaoferowania. Krwi jest w gruncie rzeczy niewiele, a nagich piersi tyle co kot napłakał.

Fabuła też nie zaskakuje, bo przerabialiśmy już te sceny po tysiąc razy w nowszych filmach. Oczywiście, nadal możemy podziwiać kunszt Carpentera, jako że film jest bardzo sprawnie wyreżyserowany. Jednak trudniej mu trzymać widza w napięciu. Wiemy co się wydarzy. Dlatego właśnie jest to, moim zdaniem Horror dla młodszego mniej wyrobionego widza. Tak jak dzieci w filmie oglądają „The Thing” i inne stare czarno-białe klasyki Horroru, tak współczesny nastolatek spokojnie odnalazłby się w „Halloween”.

Weźmy jednak jeszcze pod uwagę kilka rzeczy, które wciąż bronią film Carpentera i oddziałują na widza równie mocno jak dawniej. Przede wszystkim muzyka! Temat przewodni niesamowicie wpada w ucho i tworzy fantastyczny klimat, pomimo a może dzięki swojej prostocie. Po drugie, Mike Myers to cudownie przerażający antagonista. Niby poznajemy go jeszcze w młodości, kiedy zabija swoją pierwszą ofiarę, to jednak Carpenter nie podaje nam na talerzu źródła jego zła. Żadnego bicia/picia w rodzinie czy innych patologii. Mike to czyste zło w ludzkiej postaci. Nie widzimy też jego twarzy po tym jak dorasta, ponieważ zawsze skrywa ją pod maską. Młody Myers wyrasta na prawdziwego dźgającego antychrysta.

Nie chcę też żeby wyszło na to, że film mi się nie podobał. Wydaje mi się, iż ma on specyficzny magnetyzm. Jednak bardzo ważne jest jak się coś opowiada. Carpenter potrafi wciągnąć w ten świat i całkowicie zahipnotyzować widza opowieścią. Do tego powiedziałbym, że zakończenie jednocześnie satysfakcjonuje i nadal pozostawia widza głodnym. Koniecznie chce się obejrzeć też część drugą. Najlepiej od razu!

„Halloween” to bez dwóch zdań klasyk Horroru. John Carpenter wychodził ścieżkę dla Slasherów, którą podążyli potem twórcy Jasona i Freddy’ego. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych, „Krzyk” i „Straszny film” nabijały się ze schematów, w które tenże Slasher Horror popadł. Jednak nie były one w stanie go zatrzymać. Mike i Jason powrócili w ciągu ostatnich kilku lat, z wygnania, prosto na ekrany kin w nowiutkich lśniących remake’ach. Nawet jeśli są one całkiem dobre, to wszak to nie jest to samo. Warto odkurzyć pierwowzory i zobaczyć młodziutką Jamie Lee Curtis uciekającą przed Mike’m Myers’em po raz pierwszy, te 33 lata temu…

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Listopad 20, 2011 w Dobry Horror

 

Tagi: , , , , , , ,

Pluszowy zew. Maskotki z Horrorów.

Marketing jest nieodłączną częścią horroru. Początków tego stanu rzeczy można doszukiwać się w latach siedemdziesiątych/osiemdziesiątych, kiedy ukazały się pierwsze części serii slasherów, które ciągną się po dziś dzień. Trzynaście „Piątków trzynastego”, osiem filmów z Freddim Kruegerem i dziesięć „Halloweenów”. Współcześnie po palcach dzielnie depcze im “Piła”, która ma już sześć części. Im dalej w danej serii tym więcej krwi i więcej pięknych kobiet ochlapanych krwią. Czymś trzeba przyciągać ludzi do kin. Kreatywna przemoc z faworytami dzierżącymi ostre narzędzia, sprawdza się najlepiej. Co, w takim razie, mają z tym wspólnego pluszowe misie?

Otóż każda filmowa marka otoczona jest tysiącami gadżetów. Koszulki, figurki, gry, kubki, maski, książki. Wystarczy spojrzeć na „Gwiezdne Wojny” czy na „Władcę Pierścieni”. Fan kupi wszystko ze znanym logo. Z takiego założeniPluszowy Ash z odczepianą piłą.a zdają się wychodzić producenci. Kiedy jeszcze oferują coś tematycznie powiązanego, to czemu nie? Noże kuchenne z logiem „Piątku trzynastego”? „Tak ostre, że przekroją każdy rodzaj mięsa.”. Podoba mi się. Chcę.

Co mnie jednak zastanawia to moment, w którym myśli speców od marketingu idą w kierunku przytulanek, i łączą je, jakimś cudem, z horrorem. „Jak widzę Obcego to co myślę? Chcę przytulić!” Geiger na pewno projektował go z tą myślą w głowie. „Pluszowy Facehugger! On ma przytulanie w nazwie! To było tak oczywiste!”

Niemiecka strona S.P.A.C.E. oferowała pluszowe wersje Facehuggerów (z jajem bądź bez), oraz Chestbusterów. Ósmy pasażer Nostromo we wczesnych stadiach rozwoju. Ceny między 30 a 35 euro. Drogo, ale trudno sobie odmówić mięciutkiej główki Aliena na swoim podbrzuszu. Ponadto Twarzoprzytulacz był w skali 1:1. Jeśli jest coś słodszego, to chyba tylko rozszczepialny zombi.

Na stronie Think Geek znajdujemy Dismember-me Zombie, czyli pluszaczka, któremu można odłączać kończyny i głowę. Jest też możliwość rozłączenia go przez środek, tam odnajdujemy pluszowe flaki. W komplecie też pluszowy mózg. Pysznie, cena $13. W temacie zombi i rozczłonkowania, nie można pomijać Asha z serii Martwe Zło. Odczepiana piła łańcuchowa, to to o czym marzą dziewczyny, 6 funtów.

Na stronie Mezco Toys znajdujemy pluszowe wersje Jasona Voorheesa, Freddiego Kruegera oraz Leatherface’a. Nie ma to jak poprzytulać się do bohatera jednego ze swoich ulubionych Slasher Horrorów. Kosztują one po $30 od sztuki. Zrobione w specyficznym stylu, mogą się podobać. Pan Układanka z serii Piła? Oczywiście. Znikąd pozycja najbardziej opłacalnej horrorowej serii się nie wzięła. Sideshow wyprodukowało swoją wersję – 12-calową za 20 dolarów. Wyprzedana. Neca nadPrzerażający? Te jego słodkie oczka i długie macki. Mmmmm.al oferuje za $16 swoją 9 calową maskotkę. O dziwo, Cenobici z „Hellraisera” i Michael Myers z „Halloween” uniknęli mody na pluszaki. Zupełnie nie wiem z czego to wynika. Maskotki nie lubią gwoździ? Chyba kochają, bo znalazłem misia przebranego za najsławniejszego cenobitę, czyli Pinheada.

To, że plusz nie uznaje żadnych świętości, widać na przykładzie Wielkich Przedwiecznych. Istoty żyjące od eonów, gotowe pochłonąć świat kiedy się przebudzą. Na stronie Entertainment Earth, znajdujemy pluszowego Cthulhu z przyssawkami na kończynach. Przynajmniej jest jednym z tańszych pluszaków – tylko $12. Z opisu: „Cthulhu Cię obserwuje. (…) Nie odwracaj się plecami do tego słodkiego i kolorowego pluszaka, który udowadnia, że nawet sam wielki Cthulhu ma naturę podglądacza.” Na tej samej stronie znajdujemy również szmacianką lalkę Cthulhu, którą możemy wykorzystać jako marionetkę i odgrywać teatrzyk. Proponuję scenki z pożeraniem wyznawców (Kulfona i Moniki?). Zresztą Toy Vault wyprodukował też zwykłego pluszaka Cthulhu za $10. Dłuższe macki u twarzy ma. Zielony bobasek. Można go jednak jeszcze bardziej osłodzić: ElvisCthulhu, Cthulhu-Superbohater i Cthulhu Agent Specjalny. Na szczęście produkty posiadają też małe elementy, którymi łatwo można się zadławić. Albo można pokrzyczeć, razem z krzyczącym Cthulhu.

Nie mam zamiaru opisywać pluszaków Draculi, potwora Frankensteina oraz laleczki Chucky, ponieważ pierwsze dwa potwory są tak głęboko zakorzenione w popkulturze, że zdziwiłbym się gdybym nie odnalazł żadnych pluszaków z nimi (nie zdziwiłem się, było dużo, bardzo, np. Dracthulhu). Chucky? Ona jako jedyna tu względnie pasuje, jak sądzę. Także ciężko się obrażać, że ktoś chce się przytulać do brzydkiej lalki.

Na koniec dla zabawy sprawdziłem czy istnieje pluszowa wersja Necronomiconu. Jak się okazało nie powinienem sobie żartować w tej materii… 100 dolców na Amazonie… Pluszowa oprawka. W środku wesołe obrazki Przedwiecznych i krótkie opisy, napisane dużą czcionką. Recenzje na stronie sugerują, że dzieci to kochają!

Całe zjawisko pluszanych horror-maskotek ma dość ograniczony zasięg. Jak sądzę, nie każdy o nich wie, nie każdy by je tolerował i nie są szeroko reklamowane. Większość z wymienionych przeze mnie pluszaków jest już wyprzedana, co jednak świadczy, że popyt na nie istnieje… Może płeć żeńska lubi się przytulić do pluszowego psychopaty/potwora? Może te maskotki to świetne prezenty na 31 października, a może po prostu ojcowie mogą dzięki nim bezboleśnie i bezkrwawo wprowadzić swoje małe pociechy w świat horroru? Pewnie tak, ja zaspokoję się koszulką „Głosuj na Cthulhu”. On by nigdy do tego zamieszania nie dopuścił.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Listopad 21, 2009 w Inne

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,