RSS

Archiwa tagu: Hanami

Samuraje ponad wszystko. „Księga wiatru”.

Hanami wydało już u nas wiele komiksów Jiro Taniguchiego. Trudno się temu dziwić, jako że jest to wybitny i bardzo płodny mangaka. Zwykle jednak tworzy on historie osadzone we współczesności, realistyczne, opowiadające o życiu codziennym i o naszej koegzystencją z naturą. „Księga wiatru” to z kolei komiks trochę inny. Bardziej historyczny jako że opowiada o samurajach i wypełniony większą ilością akcji.

Akcja mangi rozgrywa się w XVII wieku w Japonii. Obserwujemy organizację i wybuch buntu przeciwko Szogunatowi z perspektywy Yagyu Jubee, mistrza miecza, walczącego o zachowanie status quo. Ogólnie intryga budowana w komiksie jest znacznie szersza, pada wiele nazwisk, a my przenosząc się z miejsca na miejsce, jesteśmy informowani o rozwoju wydarzeń. Mimo to stanowczo najważniejszy jest tu Jubee i jego konflikt z innym wojownikiem – Yashamaro – pracującym na zgubę istniejącego systemu. To wokół niego zbudowane jest największe napięcie oraz skierowane są nasze emocje.

Scenarzysta Kan Furuyama to z zawodu historyk, także nie ma co się dziwić, że w komiksie wykreowane jest bardzo dokładne tło historyczne. Na samym początku zasypani jesteśmy taką ilością terminów, że można się trochę pogubić. Jednak to komiks, nie film. Zawsze można zwolnić, pomyśleć. Wszystko jest objaśnione w przypisach pod kadrami, ale pewnie bez zajrzenia do Wikipedii też się nie obejdzie. Dlatego początek komiksu ma taki dość rwany rytm. Tym bardziej, że pierwsze cztery rozdziały są w identyczny sposób skonstruowane: najpierw fakty, informacje, rozwój osi fabularnej, potem akcja. Na szczęście, im dalej tym walki jest coraz więcej.

Właśnie ta akcja samurajska to powód, dla którego bardzo cenię ten komiks i coś co czyni go wyjątkowym. Jiro Taniguchi to rysunkowy weteran. Sztuka komiksu nie ma przed nim tajemnic. Jego kreska choć na pierwszy rzut oka wydawać się może dość prosta jest piekielnie dokładna. Ogólnie jest ona mieszanką europejskich i japońskich wpływów, ale bez popadania w wielkie oczy. Obserwowanie walk przedstawionych w komiksie to dla mnie zupełnie jak oglądanie filmów Akiry Kurosawy. Taniguchi dba o realizm ruchów jakie wykonują wojownicy i pozwala, żeby walki kończyły się w mgnieniu oka. Cięcie mieczem to śmierć. Dodatkowo akcja jest bardzo ale to bardzo dynamiczna. Odpowiednie ułożenie kadrów i ujęć tworzy iluzję poruszania się postaci, którą się po prostu chłonie.

Do jakości wydania też ciężko się przyczepić. Okładka jest miękka ze skrzydełkami, a papier kredowy. Wymiary są takie jak w innych mangach Hanami: odrobinę większe niż standardowe mangi i trochę mniejsze niż komiksy amerykańskie. Stron mamy 230, cena w okolicach 30 złotych, czyli też bez szaleństwa. Natomiast przyczepić można się do tłumaczenia i korekty. Jest kilka literówek i nienaturalnie złożonych zdań, a także dziwnie dobranych słów. Co w połączeniu z dużą liczbą terminów japońskich powoduje, że dość ciężko przebić się przez początek mangi.

Jednak, jak wspomniałem wcześniej, ja tu jestem tylko dla rysunków i samurajów. Historia jest trochę koślawo zbudowana, tłumaczenie ma pewne braki, ale starcia na miecze są pierwsza klasa. Dlatego ja ten komiks mam i zakupu nie żałuję. Z czystym sumieniem jednak go polecić nie mogę. Chociaż jeśli ktoś lubi Taniguchiego, to bez zastanowienia kupować należy!

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 3, 2011 w Komiks!

 

Tagi: , , , , , , , ,

Deckard w krainie japońskich robotów. „Pluto”, tom 1.

Naoki Urasawa to jeden z najbardziej znanych japońskich twórców komiksowych, nie tylko w swojej ojczyźnie, ale też i na świecie. Co ciekawe, nie koncentruje on wszystkich swoich pomysłów na jednej serii, a tworzy krótsze, jak na mangowe standardy, zamknięte historie.  Na przestrzeni lat napisał i narysował już wiele klasyków – ma on na koncie „Monster”, „20th Century Boys” i właśnie „Pluto”.
Pluto tom 1„Pluto” jest wyjątkowe pod wieloma względami. Komiks bazuje na jednej z opowieści w mandze „Astro Boy” autorstwa boga japońskiego komiksu Osamu Tezuki. „Pluto” jednak różni się znacznie od swojego pierwowzoru. Tam mieliśmy mangę bitewną, tutaj thriller detektywistyczny. Urasawa przeobraża fantastyczny dziecięcy świat robotów w twór bardziej poważny i osadzony w rzeczywistości. Wizualnie, jak i tematycznie eksploruje on tropy science-fiction związane z robotami. Jednak zajmuje się również bardziej humanistycznymi wątki. Czy żołnierz po powrocie do domu może żyć spokojnie, pozostawiając za sobą brutalną przeszłość? Czy możliwe jest odkupienie swoich grzechów?

Seria liczy sobie w sumie 8 tomów. Stąd recenzowany tutaj komiks to tylko przygrywka. Przedstawione zostaje kilka głównych postaci, na czele z detektywem-robotem Gesichtem, a główne wątki zostają lekko nakreślone. „Pluto” dopiero nabiera rozpędu. Jednak już w pierwszym tomie dzieje się całkiem dużo i po przeczytaniu zostaje ochota na więcej. Z czasem będzie ona rosnąć.

Ogólnie rzecz biorąc „Pluto” to bardzo kosmopolityczna manga. Akcja pierwszego tomu zaczyna się w Europie, nazywanej tutaj Związkiem Europejskim, a kończy w Japonii. Jak już wspomniałem głównym bohaterem przez większość tomu jest Gesicht. Jednak dużą część komiksu zajmuje także historia North no.2, jednego z potężnych robotów, który po wojnie na Bliskim Wschodzie, próbuje odszukać spokój, pracując jako kamerdyner. Gesicht natomiast stara się odnaleźć mordercę, który zabija swoje ofiary, tak ludzi jak i roboty, po czym dorabia ciałom rogi. Widzimy jak Gesicht odkrywa pierwsze poszlaki a także obserwujemy jego życie codzienne i dręczące go wizje.

Kreska Urasawy jest dość realistyczna i często bardzo dokładna. Szczególnie dotyczy to krajobrazów miast, natury i różnych urządzeń. Postaci natomiast rysuje on trochę prościej. Oczywiście, jednak, nie popada w stereotypowe wielkie oczy, ale zamiast nich, wydaje się większość swoich postaci obdarowywać wielkimi nosami. Jest to jednak zgodne z wizją Tezuki, który w swoim „Astro Boyu”, również rysował te nosy z rozmachem. Fakt ten może trochę świeżego czytelnika rozpraszać. Nie stanowi to jednak większego problemu na dłuższą metę. Ponadto, Urasawa doskonale panuje nad wyrazami twarzy swoich postaci i mimo różnorakich wyglądów, bohaterowie są pełni życia. W komiksie nie ma za wiele walk i strzelanin, a za to jest wiele rozmów pomiędzy postaciami, do czego umiejętności Urasawy są jak najbardziej odpowiednie. Potrafi on nadać swoim rysunkom dynamizm, nawet w tych spokojnych scenach.

Jakość wydania jest bardzo wysoka. Już sam projekt okładki cieszy oczy. Zwykle wydawnictwo Hanami stawia na prostotę i tworzy bardzo minimalistyczne oprawy komiksów – proste czcionki i dużo pustej białej przestrzeni. Nie jest to złe podejście, ale w wypadku „Pluto” jest dużo ciekawiej. Jak widać powyżej manga ma efektowne logo i wyraźne oznaczenie numeru tomu. Ponadto, czego akurat nie widać, okładka rozciąga się przez grzbiet aż na tył tomiku. Bardzo przyjemnie trzyma się go w rękach. Wewnątrz komiks prezentuje stały wysoki poziom Hanami. Dobre tłumaczenie, porządny, gruby niekredowy papier. Nawet kilka pierwszych stron tomiku jest w kolorze, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Cena przy odpowiednich zniżkach też nie jest zastraszająca. 23-27 złotych za lekko ponad 200 stron, to moim zdaniem dobra oferta.

W tamtym roku, skończono wydawać „Pluto” w USA i został tam bardzo ciepło przyjęty. Obdarowano go nagrodami dla najlepszego zagranicznego komiksu i napisano niejedną pozytywną recenzję. Teraz my w Polsce, też mamy szansę się nią nacieszyć w naszym ojczystym języku. Nie powinniśmy tej szansy marnować.

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Wrzesień 19, 2011 w Komiks!

 

Tagi: , , , , , , , , , ,