RSS

Archiwa tagu: Kill Your Boyfriend

Po prostu „Kill Your Boyfriend”.

Ten niewinny komiks wydany w 1995 roku, to jedno z pomniejszych dziełek Granta Morrisona. Przynajmniej za taki czasami jest uważany. Wytyka mu się płytkość i nihilizm. Jednak duża część fanów Morrisona, w tym ja, nadal uważa go za bardzo przyjemny pop-komiks. Jest to pełna energii jazda bez trzymanki. Czytając „Kill Your Boyfriend”, uśmiech z twarzy mi nie schodzi.

Fabułę komiksu najlepiej streszcza tekst z tyłu okładki „Dziewczyna spotyka Chłopca. Zakochuje się w nim. Chłopiec zabiera dziewczynę na brutalną rozróbę po angielskich przedmieściach. Potem już tylko morderstwa, seks, narkotyki i anarchia.” Tak, ogólnie jest to krótka, 50stronnicowa, czarna komedia, a także kolejna wariacja na temat Bonnie i Clyde’a. Niewątpliwie też znaleźć tu można podobieństwa do „Urodzonych morderców” Tarantino i Stone’a, który to film wszedł do kin właśnie w tym samym czasie kiedy Morrison pisał ten komiks.

Jednak pod przykrywką świetnych pełnych humoru dialogów jest też trochę komentarza społecznego, a nawet powiedziałbym drobne odwołania do teorii feministycznej. Głównym powodem działań pary bohaterów jest nuda i brak perspektyw. Chłopiec kradnie i żyje z dnia na dzień. Dziewczyna natomiast czuje się uwięziona w swoim zwyczajnym życiu. Wie, że skończy szkołę, wyjdzie za mąż za jakiegoś miłego chłopca i jej życie będzie zdążało tym wolnym tempem aż do samego końca. Konformistycznie przepłynie przez nie nawet go nie doświadczając.

Rozwiązaniem jest Chłopiec, który niczym Morfeusz w „Matrixie” oferuje jej wybór. Żyj dalej tym swoim paskudnym życiem albo uwolnij się, uwolnij swoja Ja/Id. Oddaj się szaleństwu. Chłopiec zawsze znajdzie usprawiedliwienie dla swoich czynów, jakkolwiek zły czyn, jakkolwiek absurdalne usprawiedliwienie. Liczy się tylko zabawa. Stąd mogą się pojawiać te oskarżenia o płytkość. Komiks zupełnie nie traktuje się poważnie. Obrywają starsi ludzie, inwalidzi, młodzi artyści. Natomiast duch anarchii słodko się nad wszystkim unosi. Tutaj jest też to odwołanie feministyczne, o którym wspomniałem wcześniej. Zanim bohaterowie wyruszają w drogę, bohaterka zakłada blond perukę i czerwoną sukienkę i przyznaje się czytelnikowi, że już nie jest prawdziwa. Jest wyłącznie fragmentem jego wyobraźni. Świadomie poddaje się male gaze i w zamian za to będzie robiła co tylko będzie chciała, bez żadnej odpowiedzialności.
I rzeczywiście tak jest. Dalej czekają nas jeszcze dwa absurdalne zwroty akcji, które tylko potwierdzają, że aby docenić ten komiks czarne poczucie humoru jest absolutnie wymagane.

W tym wszystkim nie zapominajmy też o rysowniku, czyli Philipie Bondzie. Zawsze lubiłem jego styl – prosty i nieefekciarski, ale bardzo za to bardzo sympatyczny. Nie jest on mistrzem techniki, ani realizmu, a mimo to nadaje swoim rysunkom dużo życia i zawsze przejrzyście prowadzi akcję. Nie popada on też w żadne ekstremy w wyglądzie postaci. Jest po prostu estetycznie. Gdybym miał porównać jego kreskę do innego rysownika, to powiedziałbym, że jest on taką trochę żywszą wersją Pia Guerry znanej z wydawanego też i u nas „Y – ostatni z mężczyzn”.

Jedynym problemem z tym komiksem może być to, że trudno go zdobyć. Pierwsze i drugie wydanie komiksu z lat 90tych już dawno się wyprzedały. Natomiast ostatnia reedycja z 2008 została wydana jako zeszyt, więc też z dostępnością może być ciężko. Jednak ze względu na świeżość tej ostatniej edycji komiks nie osiąga żadnych zawrotnych sum na e-bay czy w zagranicznych sklepach komiksowych i trzyma się w okolicach ceny okładkowej czyli $6. Wydanie również jest samo w sobie w porządku. Mamy nawet sztywną okładkę z grzbietem.

Grant Morrison czasami wspomina w wywiadach anegdotę z czasów, kiedy podróżował dookoła świata: jak poznawał jakąś kobietę która mu się podobała, wręczał jej ten komiks. Podobnież zawsze to działało i umawiały się z nim na randki. Można powiedzieć, że komiks ten składa czytelnikowi obietnicę dobrej zabawy i zawsze dotrzymuje słowa. Oczywiście, „KYB” to nie jest na pewno komiks pierwszej potrzeby, który za wszelką cenę trzeba mieć. Ale gdzieś, kiedyś, przy okazji… Warto.

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Grudzień 1, 2011 w Komiks!

 

Tagi: , , , , , , , , , , ,