RSS

Archiwa tagu: Steve Niles

Thriller ze schizofrenikiem w roli głównej. Znowu? „Echoes”.

Co tam, że znowu. Ważne, że tak samo dobry jak te inne. Przez inne mam oczywiście na myśli choćby „Psychozę” Hitchcocka czy „Czarnego łabędzia” Aronofskiego. Dokonuję też tego porównania z pełną premedytacją. Różne media w tym wypadku nie mają znaczenia. Trzyaktowa, bardzo zwięzła struktura z niewielką ilością postaci, powoduje, że takie porównania narzucają się same. Najważniejsze, że efekt końcowy jest też równie ciekawy.

Sama historia opowiada o Brianie Cohnie, który na pierwszych stronach komiksu, żegna swojego ojca. Ten leżąc na łóżku szpitalnym, do którego przywiązany jest przez późne stadium choroby Alzheimera, wyjawia swojemu synowi sekret. Treść sekretu wskazuje bardzo wyraźnie, że tata może być zamieszany w jakieś zabójstwa lub po prostu jest psychopatycznym mordercą. To co następuje później, to droga ku szaleństwu, w której Brian powoli traci kontrolę nad swoją schizofrenią. Dalej natomiast sytuacja już się tylko pogarsza.

Fabuła według mnie jest bardzo wciągająca, a do tego świetnie napisana. Mimo pewnych oczywistości, w które w tym wypadku łatwo byłoby wpaść, scenarzysta Joshua Hale Fialkov, sprytnie omija wszelkie płycizny. Co prawda, gdzieś tak w 3/5 historii łatwo domyślić się co tak naprawdę się dzieje i dokąd historia zmierza, to jednak nie straciłem zainteresowania ani na chwilę.  Wszystkie wyjaśnienia były logiczne, bohater budzący sympatię a zło jak najbardziej rzeczywiste.

Właśnie dlatego jest to thriller a nie horror. Nie ma tutaj żadnych paranormalnych zjawisk czy demonów. Jest tylko przerażająca laleczka z okładki, która prześladuje głównego bohatera w towarzyszących mu omamach. Odbija się to też na czytelniku bo geneza tej laleczki, to materiał z którego zbudowane są koszmary. Co jednak warto podkreślić, to fakt, że nie ma w tym komiksie za dużo dosłowności. Przemoc jest cały czas w domyśle lub w pobieżnych opisach. Krew nie wylewa się z kartek, a gnieździ się w naszej własnej wyobraźni. Jest to zabieg, który bardzo doceniam i idealnie się tu sprawdza.

Duża rolę odgrywa w tym rysownik, Rahsan Ekedal. „Echoes” to komiks czarno-biały co już samo w sobie kreuje odpowiedni klimat. Jednak Ekedal swoim stylem jeszcze go potęguje. Używa on bardzo dużo cieniowania i często zamiast wykorzystywać głębokie czernie, woli on topić swoje strony w szarościach. Jego rysunki idealnie pasują do horrorów i thrillerów lub też innych historii rozgrywających się na mniejszą skalę. Ekedal mógłby być świetnym zamiennikiem dla Charliego Adlarda rysującego serię „Żywe Trupy”. Ich styl jest bardzo podobny.

Jest tutaj jedno dość ciekawe komiksowe rozwiązanie. Każdy rozdział zaczyna się w ten sam sposób pod względem rozkładu kadrów. Na pierwszej stronie trzy, a na dwóch kolejnych dwadzieścia cztery. Jest to bardzo ciekawa zagrywka, ponieważ ten początek służy właśnie najczęściej przywołaniu różnych wspomnień przez bohaterów. Czytelnik jest więc natychmiast wrzucany w wir wydarzeń, jako że również zachodzi w jego umyśle podobna reakcja. Czy ja już czegoś podobnego nie widziałem? Tak to wygląda.

Wydanie jest dość dziwne. Z jednej strony komiks ma twardą oprawę, z drugiej zmniejszony format. Być może wydawnictwo celowało w fanów mangi. Jednak cena okładkowa $20 nie do końca w tym wypadku się sprawdza. Jest za drogo. Tak więc „Echoes” to był mój kolejny eksperyment z komiksem digitalnym. Kosztował mnie $5, a wewnątrz miał wszystko to samo co wersja drukowana, czyli wstęp Steve’a Niles’a, posłowie Fialkova, komentarz i szkice z pierwszego zeszytu. Ponadto Top Cow, to najbardziej progresywne ze wszystkich większych amerykańskich wydawnictw pod względem digitalnym. Także „Echoes” można nawet zakupić w formacie pdf lub cbr i trzymać u siebie na komputerze w bezpiecznym miejscu.

Moje porównania filmowe ze wstępu, to w jakimś stopniu hiperbola. „Echoes” to nie arcydzieło gatunku tak jak „Psychoza”, ani wizualna uczta tak jak „Czarny łabędź”. Jednak jest to nadal bardzo dobry komiks, świetnie napisany i z porządnymi rysunkami. Joshua Hale Fialkov nawet od niedawna pracuje dla DC Comics, także jego starania na poletku komiksu niezależnego doprowadziły go do pracy w korporacji. Ma też coraz więcej projektów i nadal zbierają one pozytywne recenzje. Innymi słowy, trzeba uważać na jego nazwisko, może jeszcze narobić szumu. „Echoes” wyraźnie wskazuje, że ma do tego możliwości.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 11, 2012 w Komiks!

 

Tagi: , , , , , , , , , ,