RSS

Archiwa tagu: Tony Daniel

Naćpany nietoperz przeciwko szatanowi i Davidowi Bowiemu. „Batman: R.I.P.”

[Tekst pierwotnie ukazał się na stronie Kolorowych Zeszytów]

„Batman R.I.P.” to komiks z czasów kiedy Grant Morrison złamał internet na pół. W 2008, amerykańskie fora komiksowe uginały się od fanów wykrzykujących swoją nienawiść względem autora. On morduje moje dzieciństwo! Czemu nie chce zabić Batmana? Czemu go zabija? To jakiś narkotykowy bełkot! I klasyczne w kontekście tego autora – nic nie rozumiem.

W wypadku „R.I.P.” wynika to z trzech powodów. Po pierwsze, wbrew temu jak DC pierwotnie reklamowało tę historię nie jest to opowieść o śmierci Batmana. Wręcz przeciwnie, mimo tego co go spotyka, bez przerwy i bez wytchnienia prze on naprzód pokonując przeciwności. Po drugie, nie jest to historia samodzielna, a zwieńczenie pierwszego aktu w wielkiej nietoperzowej powieści, którą od pięciu lat pisze Morrison. Pojawia się tu wiele wątków i postaci z poprzednich tomów, czyli „Batman and Son” oraz „Black Glove”. Wiele z nich zostaje także później bardziej rozwinięte w akcie drugim – „Batman and Robin”, a niektóre też i w trzecim – „Batman, Inc”. Ponadto, Morrison ma specyficzny hiperaktywny styl, który zmusza czytelnika do szybkiego czytania, ale zarazem jego komiksy trzeba czytać wolno, żeby nie przegapić jakichś ważnych elementów fabuły. Na pewno więc jest to komiks, która nagradza ponowne lektury i irytuje jakiś, być może większy, procent komiksowego czytelnictwa.

Koniec końców jednak, „R.I.P.” to bardzo prosta opowieść. U podstaw, jest to taka wariacja na temat „Knightfall”, zrobiona na mniejszą skalę. Przeciwnik wie kim jest Bruce Wayne i wykorzystuje to żeby go złamać i zniszczyć. Robią to psychologicznie, fizycznie, ale też medialnie oczerniając nazwisko Wayne na łamach gazet. W rezultacie, pokonany i omamiony narkotykami Batman, podróżuje przez Gotham, przygotowując swój kontratak i jednocześnie walcząc z dręczącymi go halucynacjami. Rozmawia z gargulcami zdobiącymi budynki, wdaje się w dyskusje z Batmite’m, oraz wyszywa sobie ze znalezionych szmat nowy jaskrawy strój.

Morrison realizuje też tutaj dwa ze swoich większych konceptów, pod których znakiem stał jego drugi rok pisania człowieka nietoperza. Mianowicie, łączy całą historię Batmana – „wszystko się wydarzyło” – oraz przedstawia powiązaną z tym teorię o transformacjach Jokera. Dlatego często w samym „R.I.P.” wspominany jest Black Casebook, notatniki Batmana w których na bieżąco zapisywał on wszystkie swoje detektywistyczne sprawy. To na tych kartkach ukryte są najbardziej szalone historie z Silver Age. Batman czytając je nie jest pewien czy to mu się naprawdę przydarzyło czy to tylko jakieś fantazje będące efektem jego ćwiczeń i eksperymentów nad swoim umysłem.

Co do Jokera, to Morrison przedstawił swój pogląd na niego w Batman #663 (z „Batman and Son”). Według tej wizji, Joker zawsze dostosowuje się do sytuacji – do swojego Batmana. Kiedy nietoperz był mroczniejszy, to i Joker stawał się bardziej morderczy, a kiedy Batman przechodził swoje weselsze lata, to ta pocieszność udzielała się również Jokerowi. Stąd też klaun Morrisona to szalony psychopata wykazujący się zaskakującym spokojem niczym Hannibal Lecter, i wizualnie przypominający Marilyna Mansona i Davida Bowiego. Potwór dwudziestego pierwszego wieku uzbrojony w brzytwy.

Na końcu tomu znajduje się jeszcze dwuczęściowa historia „The Butler Did It”, która rozgrywa się parę dni po zakończeniu „R.I.P.”, w trakcie wielkiego komiksowego eventu „Final Crisis”. W tomie jednak nie jest to w żaden sposób oznaczone. I to naumyślnie. Walka toczy się w głowie Bruce’a Wayne’a i dlatego czytelnik powinien czuć się tak samo zagubiony jak i bohater. Jest to taki ekspresowy przegląd historii Batmana, inspirowany „Identity Crisis” Milligana. Czyta się to cudownie, z naprawdę szerokim uśmiechem, a opowieść ta stanowi świetne, i moim zdaniem satysfakcjonujące, zwieńczenie tomu.

Jeśli chodzi o rysunki, to jest trochę nierówno. Niektóre obrazy zapadają w pamięć, niekiedy układ stron zaprojektowany przez Morrisona jest bardzo ciekawy i filmowy, ale bywa też przeciętnie. Kreska Tony’ego Daniela w dużym stopniu przypomina rysunki Jima Lee. Radzi więc on sobie doskonale z pozującymi postaciami. Akcja z resztą też prezentuje się zwykle bardzo dobrze. Daniel wpada jednak w podobne pułapki jak i Lee. Zróżnicowanie twarzy stanowi dla niego kłopot. Szczególnie jest to widocznie w jednej scenie, w której Tim Drake bez kostiumu wygląda identycznie jak Bruce. Z drugiej strony, w komiksie nie ma wielu takich wpadek, a sama mimika twarzy jest często świetnie przedstawiona. Ogólnie rzecz biorąc, Daniel nie zawsze estetycznie trafia do mojego gustu – nad niektórymi stronami wyraźnie spędził więcej czasu niż nad innymi. Ostatecznie jednak, w swoim pseudo-realistycznym stylu jest na pewno ponadprzeciętnym rzemieślnikiem. I lubię jego Jokera.

Druga historia narysowana została przez Lee Garbetta, który reprezentuje dość zwyczajną nieefekciarską superbohaterską kreskę. O dziwo, jednak radzi sobie z materiałem bezbłędnie. Żadnych potknięć, Batman z każdej epoki wygląda inaczej, postaci przypominają siebie, a zabójcze tempo historii podkreślane jest dynamicznym kadrowaniem. Te rysunki raczej nikomu nie zapadną w pamięć, ale służą opowiadanej historii doskonale. Do tomiku dodane są jeszcze okładki poszczególnych zeszytów malowane przez Alexa Rossa. Piękne i ikoniczne, każda bez wyjątku. Ta chyba najlepsza.

Kiedy „R.I.P.” wychodził w 2008 w formie zeszytów, DC reklamowało go jako historię w której Batman zginie. Jak na złość jednak, Batman tutaj tryumfuje. Człowiek nietoperz Morrisona to półbóg u szczytu ludzkich możliwości. Nie każdemu to odpowiada. Nie każdemu też opowiada jego styl, setki odniesień, i zupełnie niemainstreamowe pisanie mainstreamu. Dla mnie natomiast „R.I.P.” to jak wchodzenie do sklepu z zabawkami jako pięciolatek. Totalna ekstaza. Obiektywnie, wszystko zależy od tego czy czytelnik, chce brać udział w tej grze, która wymaga od niego aktywnego udziału. Jeśli nie, to Scott Snyder od jakiegoś już czasu pisze bardziej klasycznego Batmana. Jeśli tak, to początek trasy tej kolejki górskiej znajduje się przy „Batman and Son” i pędzi ona przez setki, setki stron.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Marzec 20, 2012 w Komiks!

 

Tagi: , , , , , , , , , , , ,