RSS

Archiwa tagu: Yukito Kishiro

Dystopijne piątki #4 – W metalowym ciele zdrowy mózg, a dookoła miasto złomu. „Battle Angel Alita”.

Świat w „Battle Angel Alita” to kolejna przeludniona przyszłość, w której na każdym kroku mieszkańców czeka śmierć za byle błahostkę. Jednak tutaj, czytelnik otrzymuje obietnicę, że to jest tylko miasto złomu, jeden wielki slums na powierzchni ziemi. Natomiast wystarczy spojrzeć w niebo, żeby zobaczyć Zalem, niebo-utopię, która wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Tam na pewno mieszkają anioły.

Poza kreowaniem świata, Yukito Kishiro dużo swojej uwagi poświęca też postaciom. Sama historia „BAA” prezentuje się następująco: Doktor-mechanik, Daisuke Ido, odnajduje pewnego dnia na śmietnisku szczątki kobiety cyborga. Jej mózg okazuje się nietknięty, więc Ido decyduje się ją odbudować. Kiedy nasza bohaterka odzyskuje świadomość wychodzi na jaw, że nic nie pamięta, nawet swojego imienia. Dlatego pan doktor sam nadaje jej imię – Alita. Alita szybko okazuje się niespokojną duszą i, w zasadzie, archetypową wojowniczką. Z wyglądu i z charakteru przypomina wiele innych postaci tego typu. Jak choćby Navis, bohaterkę francuskiej serii „Armada”, wydawanej u nas przez Egmont.

Pomimo tego, ciężko jest mówić żeby seria była wtórna. Autor silnie osadza stworzone przez siebie postaci na fundamentach przerażającego miasta złomu. Dba on też, o to aby dystopia funkcjonowała logicznie i dostarcza nam wiele informacji na temat jej działania. Na końcu każdego tomu zawsze znajdują się dwie dodatkowe strony, gdzie autor dodaje jakieś szczególiki na temat tego jak operują fabryki czy objaśnia technologiczne zawiłości miasta złomu. Rzeczy niekoniecznie potrzebne, czasami humorystyczne, ale na pewno uwiarygodniające stworzony przez niego świat.

Wróćmy jednak do postaci. Niczym w japońskich grach RPG, każda z nich aż się pali, żeby wyłożyć nam swoją filozofię życia. „Zadaję cierpienie i sam nie czuję cierpienia.” „Mam marzenie i zrobię wszystko, żeby je spełnić.” Nawet pozornie sympatyczne postaci jak Ido i Alita mają w rzeczywistości dość czarne charaktery. Oboje jednogłośnie uznają, że miłość to możliwość posiadania drugiej osoby na wyłączność, a zabijanie to jedna z rzeczy, które robimy dla siebie, żeby czuć się lepiej.

Jednak jest to część opowieści jaką snuje Yukito Kishiro. Dorastanie to stanowczo temat przewodni komiksu. Alita rodzi się na nowo w pierwszym tomie i ponownie przechodzi przez różne etapy całego swojego życia. Bywa dziecinna, naiwna, irracjonalna i samolubna. Los jednak nie pozostaje jej dłużny i głęboko ją doświadcza, nie szczędząc bólu i cierpienia. Nie jest też tak, że zmiany jakie w niej zachodzą kompletnie zmieniają jej charakter. Do ostatniej kartki komiksu Alita pozostaje tą narwaną kobietką, której nic nie powstrzyma kiedy postawi sobie cel. Jednak pojawia się w niej jakieś większe zrozumienie dla otaczającego świata i większa empatia, a jej naiwność znika bezpowrotnie.

Nadal dość wyraźnie pamiętam jak czytałem tę mangę po raz pierwszy te 6 czy 7 lat temu. Wtedy przeleciałem przez całą serię bardzo szybko. Podążałem za wciągającą akcją. Teraz kiedy ponownie czytałem wszystkie tomy, żeby odświeżyć sobie komiks do tego tekstu, bardziej skupiałem się na samych postaciach i ich pobudkach. Ciężko spodziewać się, żeby osoby wychowane w takim środowisku jak miasto złomu czy na „Mad Maxowych” pustkowiach je otaczających wyrosły na jakieś wzory do naśladowania. Stąd te charaktery i charakterki nie są niczym zaskakującym. Z ciekawością analizowałem też wszystkie romanse w jakie główna bohaterka się pakowała. Ciągle pojawiał się w nich wątek kontroli, kto ma nad kim władzę, czego można oczekiwać od drugiej osoby. Alita na pewno sporo dawała sobą manipulować i popełniała wiele błędów. Czyni ją to ciekawą postacią.

Pod względem tonu komiksu, autor lawiruje pomiędzy powagą opartą na ekstremalnej przemocy, która kojarzy się z komiksem europejskim spod znaku Metal Hurlant, a charakterystycznie japońskim humorem. Mieszanka dość wybuchowa. Jednak, jak wspomniałem, komiks wciąga. Kishiro efektywnie tworzy napięcie i buduje zagrożenia dla głównej bohaterki. Już w pierwszym tomie jej ciało rozpada się na kawałki, a ogromny cyborg prawie dobiera się do zawartości jej czaszki. Tym bardziej postaci poboczne nigdy nie mogą czuć się bezpieczne. Trup ściele się gęsto.

Jednak, co uważam za bardzo ważne, wszystko jest świetnie poprowadzone artystycznie. Kishiro komponuje akcję bardzo świadomie i na ciekawe sposoby. Alita jest drobna i zwinna i zawsze to wykorzystuje w trakcie walki. Jest w komiksie kilka scen, w których wręcz wyskakuje ona z kadrów na czytelnika. Jest efekciarsko, ale bywa też brudno i nieprzyjemnie. Trafiamy w niebezpieczne zaułki i tajemnicze kanały. Miasto złomu to naprawdę miasto złomu. Ogólnie, styl rysunków Yukito Kishiro jest dość skomplikowany. Nie jest to żaden realizm, ani rysowanie każdej śrubki w każdym robocie, ale jest przyjemnie gęsto od kresek.

Co ciekawe, Yukito Kishiro to autor obeznany tak w kulturze jak i w popkulturze Zachodu. Nieczęsto zdarza się w komiksie japońskim, żeby postaci cytowały Nietzschego. Dodatkowo mamy też całą masę easter eggów rozsianych po tomach. Postać poboczna wygląda jak Slaine, przez jeden kadr przewija się Facehugger, przez inny Superman, a jeden z głównych sportów miasta złomu przywodzi na myśl Rollerball. Mimo wszystko te szczegóły nie przeszkadzają w odbiorze i nie psują rytmu komiksu. Autor ma bardzo jasną wizję swojej dystopii i chowa swoje inspiracje dość dokładnie pod bardzo efektowną kreską. (Może poza małym Millerowym wyjątkiem.)

„Battle Angel Alita” to 9 dość opasłych tomów po ponad 200 stron. Każdy z nich opleciony jest obwolutą, a okładki rzucają się w oczy malowaną główną bohaterką. Jak to bywa w wypadku mang, każdy tom jest dokładnie oznaczony i kiedy stoją obok siebie na półce prezentują się fantastycznie. Papier na którym wydrukowany jest komiks jest dość gruby, ale żółknący. Mimo to, moim zdaniem, idealnie pasuje on do treści mangi i tworzy dodatkowy klimat. Wydanie współgra z treścią. Nie zapominajmy też o tłumaczeniu, które jak zwykle w wypadku wydawnictwa JPF jest świetne i na pewno wpływa pozytywnie na odbiór komiksu, tak w chwilach humorystycznych jak i piekielnie poważnych.

Podsumowując, po prostu lubię ten komiks. Nie jest to klasyczne science fiction, jako że technologia często schodzi na drugi plan względem walk i rozwoju postaci. Jednakże zawsze gdzieś w tle śmigają nanoboty, a autor potrafi rozpisać się na temat płynów znajdujących się w naszym mózgu. Potem wkradają się też do fabuły klasyczne dystopijne tropy – „ten system musi upaść, teraz i zaraz!”, ale nie jest nudno. Nigdy, ani przez chwilę. Także, lubię ten komiks i cieszę się, że mam go na półce.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 2, 2011 w Dystopijne Piątki, Komiks!

 

Tagi: , , , , , , , , , , , ,